wtorek, 25 sierpnia 2015

Przeszłość. 

Pamiętam to beztroskie bieganie po lesie. Łapanie motyli. Zabawa w berka.
"Zakochana para Jacek i Barbara...", "Wpadła bomba do piwnicy..." 
Pamiętacie to? Tę beztroskę. Zero zmartwień. Życie chwilą i mimo to bycie szczęśliwym?

Tak sobie to analizuje, nie wiem właściwie dlaczego.
Ten etap życia pamiętam doskonale mimo, że niektóre rzeczy chciałbym wymazać z pamięci.
Jak każde dziecko czasami zaliczałem "gleby" na asfalt, wkurzałem starszych członków rodziny, a jeśli trzeba było byłem kochanym, słodziutkim dzieckiem.

Pamiętam kiedy miałem 8 lat...
Byłem z moją najlepszą koleżanką na podwórku. Szczęśliwe dzieci kombinują jak ogarnąć pieniądze na czekoladę i gumy kulki. Byliśmy na placu zabaw, blisko domu.
Miałem odłożone 10 złotych, które dostałem od mamy właśnie po to, żebyśmy mogli kupić sobie słodycze. Niestety je zgubiłem.

Zrobiło nam się trochę smutno, no ale trudno trzeba żyć dalej. 
Dopadła nas trochę nuda - rozmyślaliśmy ogólnie i snuliśmy plany na wspólne zabawy. 

Na horyzoncie pojawił się piękny piesek. 
Białe, czyste, puszyste i mięciutkie futerko. Czerwona obroża i taka sama smycz -długa, automatyczna. Trzymał ją facet - nie stary, nie młody, typowy facet w okularach, brązowych krótkich włosach, ogolony i schludnie ubrany.

Zaproponował nam, że pokaże nam w swoim domu tego psiaka, jak się nim zajmuje, jakie ma zabawki..
My - naiwne dzieci poszliśmy z nim. Nie znaliśmy go totalnie, ale chyba przekupił nas tą słodziutką istotką i swoją niepozorną dobrocią.
Doszliśmy do jego mieszkania, które było na osiedlu obok. To elitarne osiedle, na którym nigdy nie byliśmy. Piękne bloki, kwiaty na balkonach, niby tylko pięć minut drogi obok, a zupełnie jak inny świat.

Wtedy nic nie budziło naszych podejrzeń.  Był bardzo miły, pokazał nam wszystko. Pobawiliśmy się jeszcze z Reksem (tak miał na imię pies) i chcieliśmy wracać do domu na obiad, bo byliśmy głodni. 
Zaproponował nam że możemy zjeść u niego. Odmówiliśmy, bo wydało się nam to dziwne, poza tym to byłoby nadużycie gościnności.
Chcieliśmy iść, więc pożegnaliśmy się z Reksem i jego właścicielem. Staliśmy już w korytarzu i wtedy się zaczęło.. On wstał i powiedział coś w stylu "może ładnie mi podziękujecie za tę wizytę" i zaczął dotykać się po swoim kroczu, tak jakby chciał rozpinać pasek i rozporek...
M. spojrzała się na mnie, a ja na nią. Ewidentnie nasze miny mówiły "spadamy stąd, bo robi się gorąco".  Ale nie mogliśmy tak po prostu wyjść, przecież on stał pół metra obok nas, od razu by nas złapał i mogłoby być jeszcze gorzej. 
Jakoś telepatycznie to ogarnęliśmy. M. powiedziała, że musi siku, a ja że chcę herbatę. 
Facet odpuścił trochę, łudził się, że będziemy jego, tylko musimy się wyluzować. 
Wstawił wodę na herbatę. Woda zaczęła się gotować, była bardzo gorąca...  Kiedy nalewał ten wrzątek do dzbanka ja go... szturchnąłem. Facet poparzył trochę rękę, część nogi i stopę, "unieruchomiłem go".
Mieliśmy dosłownie kilka sekund na ucieczkę. Okej, zrywam się szybko, nachalnie pukając w drzwi łazienki. M. na szczęście załatwiła się już i w mig szybko wybiegła. 

Sprzyjało nam w tym momencie zajebiste szczęście, bo drzwi nie były zamknięte na klucz! 
W tamtym momencie totalnie nie myśleliśmy o tym facecie, było nam to obojętne. 
Uczucie, że mogło stać się coś złego i że udało nam się tego uniknąć przewyższyło.
Biegliśmy tak szybko jak nigdy w życiu. Nic nie mówiliśmy, nie wiedzieliśmy co mogłoby się stać.  Miałem poczucie, że ten facet chciał czegoś złego. Nie powiedziałem o tym M. powiedziałem tylko, żeby wymazała to z pamięci i ważne, że teraz jest okej. 
Nie wiem jakim cudem, ale "połknęła" ten kit i zapomniała szybko o całej sprawie. 
Ja jeszcze długo dochodziłem do siebie i nie powiedziałem o tym rodzicom.. 
Niestety więcej nie pamiętam, nie wiem jak wróciliśmy do domu.
Nigdy z M. o tym już więcej nie rozmawialiśmy.

M. zapomniała chyba o tym totalnie, przynajmniej mam taką nadzieję.  Teraz ta sytuacja paradoksalnie wydaje mi się śmieszna. Może to i lepiej. 

Nie wiem skąd we mnie wziął się rozsądek, żeby uspokajać M. Przecież miałem tylko 8 lat..
Pluje sobie w brodę, że tam poszliśmy.


Ps. Chcę otworzyć się przed wami, to takie wstęp w pewnym sensie. 

Wylanie tego z siebie bardzo pomaga, bardzo.
Wydarzenia z przeszłości mogą bardzo wpłynąć na człowieka i na jego zachowanie/ podejście do życia później. Prawda?


                          Cześć wszystkim. 


Jestem Bartek. Założyłem bloga aby opowiedzieć wam o moich zmaganiach z ED.(zaburzenia odżywiania...)
Wkroczyłem w straszne bagno. Teraz z tym walczę i mam nadzieję, że wygram. 
Możecie liczyć na moje wsparcie.
Mam nadzieję, że was nie zawiodę.
Tematyka jest dla mnie trudna, ale muszę ponosić konsekwencje swoich czynów.
Moje wspomnienia są dość mocne i specyficzne.
Okej, to zaczynamy terapię c: